Szanowni Czytelnicy, Koleżanki i Koledzy
Medycyny, lub bardziej ogólnie, ochrony zdrowia nie da się oddzielić od polityki. Już samo określenie "ochrona zdrowia", które oficjalnie wyparło funkcjonujący przez lata termin "służba zdrowia", jest tego ewidentnym przykładem.
"Służba zdrowia", określenie pracowników i całego systemu opieki zdrowotnej, jako źle kojarzone z terminologią tzw. minionego okresu, jest coraz częściej zastępowane "ochroną zdrowia", chociaż należy pamiętać, że prawdziwe korzenie tej nazwy sięgają 1924 roku, kiedy w II Rzeczypospolitej powołano Generalną Dyrekcję Służby Zdrowia. Tak więc swobodne utożsamianie "służby" ze "służalczością", czego w latach powojennych oczekiwano od lekarzy, nie musi być skojarzeniem właściwym. Równie niejednoznaczny w ocenie jest związek i wzajemne przenikanie się ochrony zdrowia (pozostańmy już przy tym określeniu) z polityką i gospodarką państwa. Bo chociaż profesja lekarza należy do tzw. zawodów wolnych, to bez ingerencji państwa niemożliwe jest w praktyce właściwe jego funkcjonowanie i realizacja jego społecznego przesłania. Ingerencja ta musi być jednak rozsądna i głęboko przemyślana, kreująca właściwy rozwój i służąca zarówno systemowi ochrony zdrowia, jak i społeczeństwu czyli nam wszystkim, potencjalnym pacjentom. Brak należytej rozwagi w tym zakresie, z jaką mamy do czynienia od kilkudziesięciu lat, sprawiły, że system ochrony zdrowia jest "chory", szpitale bankrutują lub są zadłużone, a straszliwą udrękę i poczucie braku bezpieczeństwa przeżywają nie tylko pacjenci, ale także lekarze i pozostali pracownicy tego sektora usług. My lekarze, doświadczamy tego tym boleśniej, że zaczynamy tracić dumę, którą odczuwaliśmy z faktu uprawiania tego najbardziej humanitarnego zawodu, patrząc jednocześnie na nieubłagany upadek jego prestiżu.
Nie tak dawno, bo jeszcze kilka lat temu, jako lekarze "z listy" otrzymywaliśmy masowo wielotematyczne oferty reklamowe zarówno od firm farmaceutycznych i medycznych (co jest zrozumiałe), jak również od podmiotów, które z medycyną nie mają nic wspólnego. Zachęcające hasła promocyjne typu "kredyt dla lekarza", "leasing dla lekarza", ale także wprost "samochód dla lekarza" przychodziły pocztą w formie ulotek na adresy prywatne lekarzy w całej Polsce, a podobne w formie i treści reklamy ukazywały się równocześnie na łamach ogólnopolskich mediów prasowych. Zastanawialiśmy się wtedy, czy proponowane usługi, często zupełnie "niemedyczne", kierowane były właśnie do nas lekarzy, jako potencjalnych "dobrych" klientów, czy może slogan "komputer dla lekarza" brzmi bardziej wiarygodnie, przekonywająco i nośnie niż, na przykład, "komputer dla inżyniera" lub "hutnika" (z całym szacunkiem dla tych i wszystkich pozostałych profesji) i wbrew pozorom, skierowane jest praktycznie do wszystkich odbiorców? Zawód lekarza zawsze usytuowany był najwyżej w swoistej hierarchii wartości i prestiżu społecznego. Zawsze pozostawał także synonimem uczciwości, wiarygodności, bezinteresownego oddania i poświęcenia.
Fakt, że nie otrzymujemy już tak często ofert reklamowych skierowanych bezpośrednio na prywatne adresy, może wynikać z ograniczeń narzuconych przez "Ustawę o ochronie danych osobowych", ale przyczyna może być inna prestiż zawodu lekarza w odczuciu i opinii społecznej obniżył się w ciągu ostatnich kilku lat. W dzisiejszych, trudnych czasach utrzymanie prestiżu zawodowego nie jest łatwe. Systematycznie postępuje pauperyzacja medycyny, lekarze, aby żyć w miarę godnie, zmuszeni są do zatrudniania się na kilku etatach, odbywania dodatkowych dyżurów i, w konsekwencji, do pracy ponad siły, niezgodnej z jakimikolwiek normami tzw. prawa pracy. Nakłady ze środków publicznych na ochronę zdrowia w Polsce wynoszą obecnie 3,8 % PKB, podczas gdy w krajach mających porównywalny produkt krajowy brutto (np. Czechy, Słowacja, Węgry) wzrosły one do 6%, a kraje bogate, takie jak Francja, Wielka Brytania czy Szwecja, mające przecież znacznie wyższy PKB, przeznaczają na ochronę zdrowia do 9-10% jego wartości.
Jesteśmy przygnębieni i sfrustrowani. Szukając wyjścia z tej sytuacji, często decydujemy się na zmianę zawodu lub wyjazd za granicę w poszukiwaniu godziwej pracy i godnego życia. Dla coraz większej rzeszy lekarzy "zespół wypalenia zawodowego" to już nie tylko termin z podręcznika psychologii.
W utrzymaniu prestiżu naszego zawodu z pewnością nie pomaga polityka państwa. Pomimo licznych transformacj niewiele się zmieniła. Bez względu na fakt, kto był aktualnie u władzy lewica czy prawica. Żaden z Ministrów Zdrowia, których od 1945 roku mieliśmy już 29 (!), nie zapisał się w historii jako polityk skutecznie walczący o poprawę warunków funkcjonowania ochrony zdrowia w Polsce. Nie przekładało się to także pozytywnie na postrzeganie wizerunku lekarza przez społeczeństwo. Pamiętamy słynne już stwierdzenie ministra zdrowia z lat 50-tych, że "nie trzeba podwyższać pensji lekarzom, ponieważ oni i tak sobie dorobią". Komentarza nie wymaga także ostatnia groźba "wzięcia lekarzy w kamasze".
Pacjenci są przekonani, że powinni uzyskać wszystko, co jest im potrzebne. Przecież płacą składki, więc im się należy. Co więcej, uważają, że ograniczenia, na które napotykają w trudnym procesie leczenia, wynikają najczęściej ze złej woli lekarza. Może więc warto w końcu, jak pisze Andrzej Włodarczyk, Prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, "poszukać prawdy o tym, kto odpowiada za długotrwałą zapaść systemu ochrony zdrowia, za kolejne nieudane eksperymenty, zadłużenie i bankructwo szpitali, żenująco niskie zarobki personelu, za udrękę i brak poczucia bezpieczeństwa pacjentów"? Może wtedy obywatele, słusznie niezadowoleni z systemu ochrony zdrowia, zrozumieją, że w ubogiej, targanej wichrami politycznymi Polsce, służba zdrowia działa na poziomie porównywalnym, pod względem merytorycznym, z wysoko rozwiniętymi krajami zachodnimi, właśnie dzięki zaangażowaniu i ofiarnej pracy ponad stusześćdziesięciotysięcznej rzeszy lekarzy, którzy swoją działalność są jeszcze w stanie pojmować jako misję, powołanie i oddanie cierpiącemu człowiekowi.
Zawsze, na każdym etapie naszego życia zawodowego, musimy pamiętać o etycznym wymiarze naszej pracy, co jakże często jest nam dosadnie i brutalnie wypominane głównie przez media. I chociaż "czarne owce" zdarzają się w każdej grupie zawodowej, to jednak my lekarze pozostajemy od lat tą profesją, której wady i występki piętnuje się najczęściej. Jakże często nagłówki typu "pijany lekarz", "lekarze łapówkarze" czy "mordercy w białych fartuchach" można dostrzec na łamach prasy, zobaczyć lub usłyszeć w telewizji i w radiu. Oczywiście, że w dużej części sami jesteśmy temu winni, ponieważ w zbyt małym stopniu protestujemy i piętnujemy niewłaściwe i niedopuszczalne zachowania przedstawicieli naszego środowiska. Nie bez przyczyny Konstanty Radziwiłł, Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, podsumowując dokonania poprzedniej kadencji NRL i wytyczając plany na przyszłość, jako jeden z ważniejszych elementów uznał, że "opracowanie i przyjęcie znowelizowanej wersji Kodeksu Etyki Lekarskiej, upowszechnianie etycznej refleksji na temat korupcji w naszym środowisku i problemów związanych ze współpracą z przedstawicielami firm medycznych i farmaceutycznych przypominają nam wszystkim o specjalnym i wyjątkowym charakterze naszej pracy i naszego zawodu".
Warto docenić siłę, jaką dysponują media. To właśnie ich przychylność może nam pomóc w często nierównej walce o słuszne cele, o pokazanie przede wszystkim tych dobrych stron naszego zawodu, o umacnianie tych cech i wartości, które zapewnią zachowanie należnej mu rangi i prestiżu społecznego.
Nasza niezłomna postawa w walce o utrzymanie tych wartości, wbrew nieprzemyślanej często krytyce, może zakończyć się sukcesem, o czym świadczy chociażby oficjalne pismo Przewodniczącej Rady Etyki Mediów p. Magdaleny Bajer, opublikowane w formie stanowiska, jako odpowiedź na reakcję samorządu lekarskiego na zamieszczony w połowie ubiegłego roku w jednym z poczytnych tygodników ogólnopolskich artykuł pt. "Plaga błędów lekarskich", krytykujące w sposób jednoznaczny zarówno treść artykułu, jak i okładkę, na której wyeksponowano tytuł oraz informację: "36 000 Polaków umrze w tym roku z rąk lekarzy". Warto przytoczyć najistotniejszy fragment prezentujący opinię Rady Etyki Mediów: "Podzielamy w całej pełni opinię Izby Lekarskiej. Wstrząsająca liczba nie znajduje na szczęście dla pacjentów wiarygodnego uzasadnienia w artykule, który w tonie podobnie sensacyjnym jak okładka, opisuje przypadki mniej i bardziej tragicznych skutków błędów lekarskich. Błędy te zasługują na opisanie w mediach, społeczeństwo powinno się o nich dowiadywać, zawsze jednak musi to być poprzedzone wnikliwą analizą, opiniami wiarygodnych ekspertów, a uzupełnione wiadomościami o tym, jak dany przypadek potraktował samorząd zawodowy lekarzy. Karygodne jest straszenie czytelników, jak to robi autor artykułu i osoby odpowiedzialne za okładkę poczytnego pisma. Efektem lektury może być tylko lęk, spadek zaufania do lekarzy i służby zdrowia, poczucie bezradności. Lekarz wykonuje zawód zaufania publicznego, a media powinny umacniać jego społeczny autorytet, co dzieje się przez rzetelną informację o możliwościach i rzeczywistych osiągnięciach oraz poważną krytykę wszelkich naruszeń i nadużyć ze strony przedstawicieli tego zawodu".
Zespół redakcyjny czasopisma "Konsylium", którego nadrzędnym zadaniem jest ukazanie, poprzez sylwetki, doświadczenia i przemyślenia lekarzy, sztuki medycznej jako dziedziny głęboko humanistycznej nie tylko dzięki trosce o zdrowie i życie chorego, ale także poprzez liczne związki z różnorodnymi dziedzinami nauki i myśli humanistycznej w pełni popiera zaprezentowane stanowisko REM. Jesteśmy przekonani, że prezentacja na łamach "Konsylium" wizerunku wybranych przedstawicieli naszego zawodu, którzy poza pracą zawodową, są przede wszystkim ciekawymi ludźmi, o niebanalnych zainteresowaniach i ambitnych celach stawianych w życiu, którzy swoją pracą systematycznie posuwają naprzód wiedzę medyczną, łącząc to z działalnością społeczną na forum polityki, kultury lub sztuki, przyczyni się do poprawy rangi zawodu lekarza w odbiorze społecznym, a nam, wykonującym ten zawód, nie pozwoli utracić uzasadnionej dumy z wyuczonej profesji. Aktualna pozostaje myśl zamieszczona w pierwszym wydaniu "Konsylium", że medycyny jako fachu, można nauczyć się doskonale w ramach wielostopniowej edukacji, natomiast zasad kompleksowego leczenia, przesiąkniętego humanizmem, pełnego zasad i prawd ogólnoludzkich, możemy nauczyć się jedynie od swoich Mistrzów. To właśnie codzienna obserwacja, podglądanie i słuchanie Nauczyciela-Mistrza, i w ten sposób weryfikowanie własnych poglądów i zasad dotyczących nie tylko medycyny, ale, w równej mierze, cech ogólnoludzkich i społecznych, może sprawić, że osiągniemy oczekiwany stopień doskonałości i fachowości w pełnym tego słowa znaczeniu.
Paul Valery, podkreślając te wartości, mawiał, że "w medycynie ręka lekarza, a zwłaszcza ręka chirurga, tak jak ręka artysty musi być równa jego myśli, bo jedno bez drugiego nie ma wartości", a znakomity chirurg, Profesor Tadeusz Tołłoczko, przytaczając ten cytat w jednym z wydań "Pulsu" dodał: "praca, którą wykonujemy nie może być tylko zawodowym rzemiosłem lecz twórczością".
Pomimo pesymistycznej tonacji większości zaprezentowanych na wstępie wywodów, jestem przekonany, że wielcy lekarze-humaniści, dla których medycyna ciągle jest sztuką, a dobro człowieka dobrem najwyższym, nadal są pomiędzy nami. Więcej, jestem pewny, że większość z nas LEKARZY takie cechy posiada. Niestety, nie zawsze chcemy lub może nie potrafimy tych zalet pokazać i wykreować.
W pełni potwierdza to wydany w ubiegłym roku "Kalendarz Lekarza Praktyka 2006", w którym zespół pod kierunkiem Profesora Jerzego Woya-Wojciechowskiego, w znakomity sposób zaprezentował nasze środowisko, głównie poprzez przedstawienie ciekawych postaci z kręgu sztuki i kultury, w ujęciu historycznym i współczesnym. Jest to bardzo ważne szczególnie teraz, kiedy pozycja i ocena lekarza w odczuciu społecznym znacząco się obniżyła.
O wyjątkowym znaczeniu, randze i przesłaniu zawodu lekarza często wypowiadali się ludzie niezwiązani z naszym zawodem, w tym takie autorytety, jak Papież Jan Paweł II. Z Jego bogatej literatury poświęconej temu zagadnieniu, zaprezentowany na zakończenie fragment z pewnością zrównoważy mało optymistyczny wydźwięk początkowych fragmentów artykułu:
"(…) Wasze lekarskie powołanie sprawia, że każdego dnia stykacie się z tajemniczą i zdumiewającą rzeczywistością ludzkiego życia. (…) Przekonujecie się namacalnie, że w waszej pracy nie wystarcza sama terapia medyczna i środki techniczne, nawet jeśli są stosowane z wzorową kompetencją zawodową. Potrzebna jest umiejętność ofiarowania choremu także owego szczególnego lekarstwa duchowego, którym jest autentyczna, serdeczna relacja międzyludzka. To ono jest w stanie na nowo rozbudzić w pacjencie miłość do życia, skłaniając go do walki o nie i uzdalniając do wewnętrznego wysiłku, który czasem jest decydującym warunkiem wyzdrowienia. Waszym zadaniem (…) jest zabiegać o to, aby podstawowe prawo do wszystkiego, co składa się na niezbędną ochronę zdrowia, (…) stało się rzeczywiście udziałem każdego człowieka, niezależnie od jego pozycji społecznej i ekonomicznej" (z przemówienie do uczestników Jubileuszu Lekarzy Katolickich, 7 lipca 2000 r.).
Naszym chorym często staramy się uświadomić, że niezłomna wiara w wyzdrowienie, optymizm i nadzieja to najwięksi sojusznicy pacjenta w walce z chorobą. Taką nadzieję dają ludziom cierpiącym przede wszystkim byli pacjenci, w przeszłości obłożnie chorzy, którym udało się wygrać z okrutną chorobą. Dowiadując się o nich, chorzy nabierają motywacji i sił do zmagań z cierpieniem i często zwyciężają bo "nadzieja leczy".
Takiej nadziei życzę Czytelnikom "Konsylium", szczególnie tym, którzy już zwątpili, porzucili lub chcą zmienić zawód lekarza, wyjechali lub planują wyjazd z kraju w poszukiwaniu godnego życia, a także tym, którzy wahają się, czy ulec licznym pokusom wbrew etyce naszego zawodu. Prezentując na łamach "Konsylium" naszych znakomitych Kolegów, którzy pomimo licznych trudności, nadal działają wytrwale, z pasją i poświęceniem, czerpiąc radość ze swojej pracy i realizując się z powodzeniem także na innym polu, życzę Wam, Drodzy Czytelnicy, abyście, tak jak Oni, odzyskali poczucie dumy z faktu uprawiania wyjątkowego zawodu lekarza.
Prezes Fundacji Edukacji Medycznej,
Promocji Zdrowia, Sztuki i Kultury ARS MEDICA
Dr n. med. Wiesław Tomaszewski